Bajkoludek
Pakiet 1 Wizyta u lekarza

Przygotuj dziecko na wizytę u lekarza - spokojnie i naturalnie.

Pięć krótkich kroków przeprowadzi Cię przez przygotowanie dziecka do trudnej chwili u lekarza. W każdym kroku usłyszysz wskazówki specjalisty, a w środku znajdziesz bajki do przeczytania z dzieckiem. Bez obietnic, że nic nie zaboli - z obrazem sytuacji i jednym sposobem, który dziecko może wypróbować.

Wizyta u lekarza U dentysty Pobranie krwi Pobyt w szpitalu
Marcin Drzazga

Specjalista pakietu · pedagog i praktyk dramy

Marcin Drzazga

Od 20 lat łączy działania teatralne z pedagogiką. Uczy dramy oraz metod narracyjnych i improwizacyjnych i wykorzystuje je na co dzień w pracy pedagogicznej. Przez ponad 15 lat wspierał wychowawców polskich szkół oraz młodzież podczas warsztatów wychowawczych. To jego głos przeprowadzi Cię przez kolejne kroki.

Ścieżka pakietu

Pięć kroków, krok po kroku

Przechodzisz je we własnym tempie. Każdy kolejny krok odblokowuje się po wysłuchaniu poprzedniego.

🔓 Jak to działa: zacznij od Kroku 1. Gdy wysłuchasz nagrania do końca (albo klikniesz „Wysłuchane”), otworzy się kolejny krok. Bajki dla dziecka czekają w Kroku 3.
1
Krok 1 z 5 🔒 Zablokowany ▶ Do wysłuchania ✓ Wysłuchane
Nagranie - Marcin Drzazga
0:00 / 0:00
🔒 Najpierw ukończ poprzedni krok
2
Krok 2 🔒 Zablokowany ▶ Do wysłuchania ✓ Wysłuchane
Nagranie - Marcin Drzazga
0:00 / 0:00
🔒 Najpierw ukończ poprzedni krok
3
Krok 3 🔒 Zablokowany ▶ Do wysłuchania ✓ Wysłuchane
Nagranie - Marcin Drzazga
0:00 / 0:00

Bajki do przeczytania z dzieckiem

Wybierz bajkę pasującą do Waszej sytuacji. Każdy bohater ma podobną obawę, przechodzi przez sytuację krok po kroku i ma swój mały sposób, żeby sobie pomóc.

📚 Pakiet docelowo zawiera min. 6 bajek - kolejne dodajemy wkrótce.

Ręka nie idzie

Kuba stał przed drzwiami przychodni. Jedną rękę schował głęboko w rękawie. Tak głęboko, że palców wcale nie było widać.

Mama kucnęła obok.

- Kuba, twoja ręka się schowała?

Kuba pokiwał głową.

- Ona nie idzie.

- A ty?

Kuba spojrzał na drzwi. Były duże i szklane. Za nimi ktoś cicho przesunął krzesło.

- Ja też trochę nie idę.

- Mogę iść obok ciebie - powiedziała mama.

Kuba przycisnął rękę do brzucha.

- Ale ręka zostaje.

- Na razie może zostać.

W poczekalni było jasno. Pachniało mydłem. Na ścianie wisiał obrazek z niebieską rybą. Ryba miała okrągłe oko i trzy bąbelki przy buzi.

Kuba usiadł bardzo blisko mamy.

- Ja nie dam ręki.

- Słyszę - powiedziała mama.

Buty Kuby

Z gabinetu wyszła pani w zielonej bluzie.

- Kuba?

Kuba szybko schował się za mamą.

- Nie ma Kuby.

Mama spojrzała w dół.

- Widzę buty Kuby.

Kuba popatrzył na swoje buty. Wystawały spod krzesła.

- To tylko buty.

Pani w zielonej bluzie uśmiechnęła się spokojnie.

- Dzień dobry, buty. Możecie jeszcze chwilę poczekać.

I wróciła do gabinetu.

Kuba odetchnął. Ale brzuch nadal miał twardy jak klocek.

Zamknął oczy.

- Jak nie patrzę, to mnie nie ma - powiedział.

Przez chwilę siedział bardzo cicho.

Z gabinetu dobiegło stuknięcie kubeczka.

Kuba otworzył jedno oko.

- Nie działa.

- Co nie działa? - spytała mama.

- Jak nie patrzę, to bardziej słyszę.

Mama podała mu palec.

- Możesz trzymać.

Z rękawa wysunęły się dwa palce Kuby. Tylko dwa. Złapały palec mamy.

- Tyle ręki idzie - powiedział Kuba.

- Tyle wystarczy na teraz.

Plaster Tosi

Obok siedziała dziewczynka. Miała czapkę na kolanach i plaster w gwiazdki na ręce.

Kuba patrzył na plaster.

Dziewczynka zauważyła.

- To mój.

Kuba milczał.

- Ja też powiedziałam „nie” - dodała dziewczynka.

Kuba wysunął nos zza mamy.

- I co?

Dziewczynka wzruszyła ramionami.

- Najpierw patrzyłam na podłogę. Ale podłoga była nudna. Potem znalazłam rybę.

Kuba spojrzał na obrazek.

- Tę?

- Tę. Ma oko jak guzik.

Kuba popatrzył uważniej. Ryba wyglądała, jakby mówiła: „Ja tylko patrzę”.

- Bolało? - spytał cicho.

Dziewczynka pomacała plaster.

- Było szczyp. Potem już plaster.

Kuba przełknął ślinę.

- Jak masz na imię?

- Tosia.

- Ja jestem Kuba. Ale moja ręka jeszcze siedzi.

Tosia pokiwała głową.

- Moja też długo siedziała.

Plan Kuby

Tosia wskazała obrazek.

- Ja liczyłam bąbelki.

Kuba policzył szeptem:

- Jeden. Dwa. Trzy.

Mama lekko poruszyła palcem, który trzymał Kuba.

- A ty co wybierasz?

Kuba spojrzał na rybę. Potem na rękę Tosi. Potem na swój rękaw.

- Palec mamy - powiedział.

Mama skinęła głową.

- Jest.

- Ryba w głowie.

- Może być.

- I plaster w gwiazdki.

Tosia podniosła swoją rękę.

- Dobry plan.

Kuba zmarszczył nos.

- To mój plan.

- No - powiedziała Tosia. - Twój.

Z gabinetu znów wyszła pani w zielonej bluzie.

- Kuba?

Kuba spojrzał na rybę. Potem na Tosię. Potem na mamę.

- Ryba zostaje tutaj - powiedziała Tosia.

Kuba wstał powoli.

- Ale mogę ją mieć w głowie.

Ręka nadal była blisko brzucha. Ale nie była już cała schowana.

Gwiazdki na ręce

W gabinecie stało krzesełko i mała poduszka na rękę.

Pani usiadła nisko.

- Na kolanach mamy czy sam?

- Na kolanach.

Kuba usiadł. Mama objęła go jedną ręką.

Pani pokazała pudełko.

- Plaster w misie czy w gwiazdki?

Kuba odpowiedział od razu:

- W gwiazdki.

Położył rękę na poduszce. Palce trzymały mamę bardzo mocno.

Pani powiedziała:

- Możesz powiedzieć „chwila”. Wtedy zatrzymam ręce i powiem, co dalej.

Kuba spojrzał na nią.

- Chwila.

Pani odsunęła ręce.

- Działa - powiedziała.

Kuba odetchnął.

- Teraz mój plan.

Zamknął oczy.

- Palec mamy. Ryba w głowie. Gwiazdki na końcu.

Pani mówiła spokojnie.

- Teraz dotykam ręki. Teraz będzie chłodno. Teraz krótkie szczyp.

Kuba zacisnął palce.

Szczyp.

- Już? - spytał szybko.

- Już po - powiedziała pani.

Kuba otworzył jedno oko.

Na ręce był plaster w gwiazdki.

Patrzył na niego długo.

- To mój plaster.

Mama dotknęła jego pleców.

- Twój.

- A ryba patrzyła ze mną.

W domu Kuba usiadł na dywanie. Zbudował z klocków małą poczekalnię. Jeden klocek był krzesłem. Drugi był obrazkiem z rybą.

Potem położył mały klocek na stole.

- To ręka - powiedział.

Mama usiadła obok.

- A co robi ta ręka?

Kuba schował klocek pod rękaw.

- Najpierw się chowa.

Potem wyjął go powoli i postawił obok klockowej mamy.

- Potem trzyma.

Dotknął swojego plastra.

- I ma plan. Palec, ryba, gwiazdki.

Motylek w kieszeni

Frania stała przed lustrem w przedpokoju. Kokarda między uszami siedziała krzywo, sarenka poprawiła ją trzy razy. W odbiciu widziała siebie całą - od racic w skarpetkach po końcówki długich uszu, które ułożyła płasko, kiedy się nad czymś zastanawiała.

- Frania, weź coś, co ci doda otuchy - zawołała mama z drugiego pokoju. - Idziemy za pięć minut.

Frania poszła do półki z zabawkami. Na samej górze siedział Motylek - pluszowy, różowy, ze skrzydełkami z miękkiego atłasu. Dostała go na ostatnie urodziny od babci. Sarenka wzięła go w dłoń.

- Pójdziesz ze mną? - szepnęła.

Motylek nic nie powiedział, bo był pluszakiem. Ale wyglądał spokojnie. Frania wsadziła go do kieszeni kurtki tak, żeby skrzydełka wystawały na zewnątrz. Tak miał lepszy widok.

Cytrynowa poczekalnia

W poczekalni przychodni dla zwierzątek pachniało cytryną i papierem. Wszyscy mówili szeptem. Tata-jeleń trzymał syna za jedno z młodych rożków i czytał mu coś z karteczki. Mama-króliczka z dziewczynką-króliczką układały klocki na niskim stoliku. W rogu siedziały dwa małe jeże i milczały, tylko kolce drgały im przy każdym oddechu.

Frania usiadła obok mamy. Krzesełko było twarde i chłodne pod racicami.

- Ile jeszcze? - szepnęła.

- Trzy zwierzątka przed nami - odpowiedziała mama.

Frania policzyła na palcach: raz, dwa, trzy. Trzy to dużo.

Jedną łapką trzymała Motylka w kieszeni. Skrzydełka były miękkie, czubek lewego skrzydła ciut zagięty od leżenia.

Drzwi z napisem GABINET otworzyły się z cichym pyknięciem. Wyszedł mały wiewiórek z plasterkiem na palcu. Plasterek miał na sobie żółtą gwiazdkę. Wiewiórek uśmiechał się, jakby coś wygrał, i poszedł w stronę mamy-wiewiórki, która czekała przy drzwiach wyjściowych.

Frania pomyślała: aha, plasterek. Pomacała Motylka w kieszeni.

Motylek drży

Minęła chwila. Druga. Trzecia. Frani wydawało się, że zegar na ścianie tyka coraz głośniej - chociaż wiedziała, że to pewnie tylko cisza wokół się pogłębiła.

Frani zaczęły drgać racice. Wyjęła Motylka z kieszeni i położyła go na kolanie. W jej dłoni - która zacisnęła się trochę za mocno - Motylek dygotał razem z jej własnym dygotaniem.

- Mamo. Ja chyba jednak nie chcę.

Mama nie odpowiedziała od razu. Najpierw odłożyła telefon na ławkę.

- Co czujesz?

- Jakbym miała w brzuchu motyla, ale złego. Takiego, co się szamoce.

Frania spojrzała na Motylka w swojej dłoni. Motylek trząsł się jeszcze mocniej, bo łapka Frani zacisnęła się jeszcze bardziej.

Spokojnie, Motylku

Mama pochyliła się nisko, prawie do poziomu Motylka.

- Patrz - powiedziała cicho. - Motylek się boi. Pomożesz mu?

Frania popatrzyła na Motylka. Potem na mamę. Potem znów na Motylka.

Druga łapka, ta wolna, dotknęła skrzydełka Motylka. Pogłaskała raz, dwa razy. Frania zauważyła, że palce miała napięte. Pogłaskała wolniej.

- Spokojnie, Motylku - szepnęła. - Ja jestem.

Im wolniej Frania gładziła Motylka, tym wolniej oddychała sama z siebie. Nie myślała o tym - po prostu tak wychodziło. Skrzydełko Motylka leżało już płasko w jej dłoni, nie dygotało. Łapka Frani też nie.

Mama nic nie mówiła. Patrzyła z boku z malutkim uśmiechem.

W pewnej chwili drzwi gabinetu otworzyły się i wyszedł tata-jeleń ze swoim synkiem. Frania prawie nie zauważyła - głaskała właśnie Motylka po lewym skrzydełku i to było teraz najważniejsze.

- Frania Sarna - zawołała pani Lila z gabinetu.

Frania podniosła wzrok. Motylek leżał spokojnie na jej kolanie.

Plasterek z motylkiem

W gabinecie pachniało spirytusem. Pani Lila była sową w różowym fartuchu z dwoma kieszonkami pełnymi długopisów. Na ścianie wisiał plakat z lwem w szlafroku.

- Dasz mi swój palec na chwilkę?

Frania podała wskazujący. Drugą łapką trzymała Motylka na kolanie i głaskała go po skrzydełku.

- Patrz na Motylka - szepnęła mama, kucając obok krzesła.

Frania patrzyła. Skrzydełko Motylka było ciepłe od jej dłoni. Pani Lila powiedziała „raz, dwa" i już - na palcu Frani siedziała malutka czerwona kropelka. Jak kropka od kredki, którą stawia się na samym końcu zdania.

- Boli? - spytała pani Lila.

- Mniej niż cierń - odparła Frania, choć trochę się skrzywiła.

Pani Lila roześmiała się i przykleiła plasterek. Plasterek miał na sobie różowego motyla.

Frania spojrzała na Motylka na swoim kolanie. Potem na plasterek na palcu. Takie same różowe skrzydełka.

- Patrz, Motylku - powiedziała cicho. - Teraz mamy obaj.

W drodze do domu Frania niosła Motylka w łapce, nie w kieszeni. Buty stukały o chodnik miarowo. Czasem Frania unosiła rękę z plasterkiem, żeby pokazać Motylkowi, że obaj są tacy sami.

Jeden but

Olek stał przy drzwiach z jednym butem na nodze.

Drugi but leżał na dywaniku. Nosek miał odwrócony do ściany.

Olek trzymał pluszowego pieska pod pachą. Łatek miał krzywe ucho, wytarty nos i minę taką, jakby bardzo dużo wiedział. Chociaż był z materiału.

- Mamo?

- Słucham.

- Łatek mówi, że dzisiaj nie może iść.

Mama kucnęła przy Olku.

- A Olek?

Olek schował nos w ucho Łatka.

- Olek też trochę nie może.

Mama nie poprawiła mu od razu buta. Poczekała.

- Możemy iść tylko zobaczyć. Najpierw poczekalnia. Potem pani Lila pokaże fotel. Na końcu zdecydujesz, czy liczymy zęby.

Olek ścisnął Łatka mocniej.

- Łatek idzie pierwszy.

- Dobrze. Łatek idzie pierwszy.

Olek wsunął drugi but. Powoli. Bardzo powoli.

Dźwięk za drzwiami

W poczekalni były trzy niebieskie krzesła, stolik z książeczkami i obrazek z szerokim uśmiechem.

Olek usiadł na brzegu krzesła. Łatek usiadł na jego kolanach.

Za drzwiami coś cicho zabrzęczało.

Olek od razu przycisnął Łatka do brzucha.

- Słyszałaś?

- Słyszałam.

- Co to było?

Mama spojrzała na drzwi.

- Nie wiem dokładnie. Możemy zapytać panią Lilę.

Olek pochylił głowę do Łatka.

- Łatek pyta, czy to duży dźwięk.

Drzwi się otworzyły.

Wyszła pani Lila. Miała jasny fartuch i przypinkę w kształcie gruszki.

- Dzień dobry, Olku. Dzień dobry, Łatku.

Olek nie odpowiedział. Podniósł tylko pieska.

Pani Lila pochyliła się lekko.

- Czy Łatek pytał o dźwięk?

Olek kiwnął głową.

- To był kubeczek z wodą. Lubi czasem robić bzz, jak ma dużo pracy.

Olek spojrzał na drzwi.

- Kubeczek?

- Tak. Taki mały pomocnik do płukania.

Łatek zsunął się Olkowi z kolan i pacnął miękko o podłogę.

Olek szybko go podniósł.

- On się przewrócił z wrażenia.

Pani Lila zrobiła poważną minę.

- Rozumiem. To ważny pacjent.

Olek prawie się uśmiechnął.

Fotel większy niż krzesło

Gabinet był jasny. Na środku stał fotel. Większy niż krzesło w poczekalni.

Nad fotelem wisiała lampka. Obok leżało małe okrągłe lusterko.

Olek zatrzymał się w progu.

- Łatek mówi, że najpierw popatrzy stąd.

- Może popatrzeć stąd - powiedziała pani Lila.

Mama stanęła obok Olka. Blisko, ale nie popychała go do środka.

Pani Lila podniosła lusterko.

- To pomaga zobaczyć zęby z tyłu. Mogę pokazać Łatkowi?

Olek wyciągnął pieska.

Pani Lila przyłożyła lusterko do pluszowego pyszczka.

- Widzę nos.

- To nie ząb - powiedział Olek.

- Dobrze, zapisuję w głowie: nos to nie ząb.

Olek parsknął nosem.

Zrobił jeden krok do środka. Potem drugi.

Pani Lila dotknęła guzika przy fotelu. Fotel pojechał troszkę w dół.

Olek cofnął stopę.

- Stop!

Pani Lila odsunęła rękę.

Fotel stanął.

Olek oddychał szybko. Łatek był przyciśnięty do jego bluzy.

Przez chwilę nikt nic nie mówił.

Potem pani Lila zapytała:

- Kto potrzebuje przerwy?

Olek spojrzał na Łatka.

- Łatek.

Pani Lila kiwnęła głową.

- Dobrze. Przerwa dla Łatka.

Olek pogłaskał psa po uchu.

Mama usiadła na małym krześle przy ścianie.

Olek popatrzył na fotel. Potem na panią Lilę.

- I Olek też.

- Dobrze - powiedziała pani Lila. - Przerwa dla Olka też.

Trzy zęby

Po przerwie Olek sam podszedł do fotela.

- Najpierw Łatek.

Posadził pieska na siedzeniu. Łatek przewrócił się na bok.

- On nie umie siedzieć u dentysty.

- Ma bardzo miękkie plecy - powiedziała pani Lila.

Olek poprawił Łatka. Piesek oparł się o zagłówek.

Fotel pojechał kawałek w górę. Potem stanął.

- Teraz ja - powiedział Olek. - Ale tylko siedzę.

Usiadł na brzegu fotela. Stopy zwisały mu nad podłogą. Łatek leżał na jego brzuchu.

Pani Lila trzymała ręce przy sobie.

- Co dalej?

Olek przełknął ślinę.

- Fotel troszkę. Potem stop.

Fotel ruszył bardzo wolno.

- Stop.

Fotel stanął.

Olek położył dłoń na brzuchu Łatka.

Oddychał. Raz. Drugi. Trzeci.

- Teraz trzy zęby - powiedział.

Pani Lila wzięła lusterko.

- Tylko trzy.

Olek otworzył buzię. Niedużo.

- Jeden, dwa, trzy.

Pani Lila odsunęła lusterko.

- Przerwa.

Olek zamknął buzię.

Popatrzył na Łatka.

- On mówi, że może jeszcze trzy.

Pani Lila poczekała.

Olek poprawił się na fotelu.

- Ja mówię, że może jeszcze trzy.

I sam otworzył buzię.

Pacjent na krześle

W domu Olek zdjął buty w przedpokoju. Tym razem oba spadły szybko na dywanik.

Potem posadził Łatka na kuchennym krześle.

Wziął małą łyżeczkę z szuflady.

- To lusterko.

Mama usiadła obok.

- Dla pana Łatka?

- Dla pacjenta Łatka.

Olek przyłożył łyżeczkę do pluszowego pyszczka.

- Najpierw siedzenie. Potem fotel troszkę. Potem stop.

Łatek przewrócił się na bok.

Olek westchnął.

- Pacjent potrzebuje przerwy.

Mama oparła brodę na dłoni.

- A po przerwie?

Olek poprawił krzywe ucho pieska.

- Po przerwie pacjent sam mówi, czy jeszcze trzy.

Przyłożył łyżeczkę znowu.

- Jeden, dwa, trzy.

Potem spojrzał na mamę.

- U pani Lili było trochę dziwnie.

- Trochę dziwnie - powtórzyła mama.

Olek pokiwał głową.

- Ale stop działało.

Łatek znowu przewrócił się na bok.

Olek poprawił go cierpliwie.

- Ten pacjent dużo ćwiczy.

I policzył jeszcze trzy.

Zapach miętowej pasty

W poczekalni pachniało miętą i czymś bardzo czystym. Olek siedział na krześle z nogami podwiniętymi pod siebie i skubał brzeg bluzy.

Na drzwiach wisiał obrazek z uśmiechniętym zębem.

Olek zmrużył oczy.

- Ten ząb się za bardzo cieszy - powiedział.

Mama usiadła obok.

- Też to zauważyłam.

- On nie wie, co tam jest za drzwiami.

- A ty wiesz?

Olek pokręcił głową.

- Nie. I właśnie dlatego nie chcę tam iść.

Z gabinetu wyszła pani Lila. Miała jasne okulary i małe lusterko w kieszeni fartucha.

- Dzień dobry, Olku.

Olek schował brodę w bluzę.

- Ja tylko przyszedłem z mamą.

- To dobrze - powiedziała pani Lila. - Mama też może wejść.

Olek spojrzał na nią jednym okiem.

- A fotel?

- Jest.

- A światło?

- Też.

- A te rzeczy, co robią bzzzz?

Pani Lila kiwnęła głową.

- Jedna robi bzzzz. Dzisiaj nie musi nic robić w twojej buzi. Mogę ci ją tylko pokazać z daleka.

Olek ścisnął bluzę mocniej.

- Z bardzo daleka.

- Z bardzo daleka - zgodziła się pani Lila.

Fotel jak winda

Gabinet był jasny. Na półce stały kubeczki. Jeden był zielony, drugi żółty, trzeci w czerwone kropki.

Olek od razu stanął przy drzwiach.

- Ja tu będę.

- Możesz - powiedziała mama.

Pani Lila pokazała fotel.

- Ten fotel umie jechać w górę i w dół. Bez pasażera wygląda trochę smutno, ale trudno.

Olek zerknął.

- On nie jest smutny. To tylko fotel.

- Masz rację - powiedziała pani Lila. - To tylko fotel.

Usiadła na małym krzesełku i nacisnęła przycisk. Fotel podjechał w górę.

Bzzzt.

Olek cofnął stopę.

- On warczy.

- Trochę jak stara winda.

Pani Lila nacisnęła drugi przycisk. Fotel zjechał w dół.

Bzzzt.

Mama zapytała cicho:

- Chcesz spróbować samym kolanem?

- Kolanem?

- Bez siadania całym Olkiem.

Olek podszedł powoli. Dotknął fotela kolanem i odskoczył.

Nic się nie stało.

Dotknął jeszcze raz.

- Miękki - mruknął.

Pani Lila nie poganiała. Mama też nie.

Olek położył na fotelu jedną rękę.

- Ale ja nie otwieram buzi.

- Dzisiaj najpierw sprawdzamy, co pomaga Olkowi - powiedziała pani Lila.

Tajemnicze narzędzia

Pani Lila wysunęła tackę. Na niej leżało małe lusterko, ssawek do wody i okrągła szczoteczka.

Olek zmarszczył nos.

- To wygląda jak narzędzia robota.

- Lusterko jest do zaglądania za zakręt - powiedziała pani Lila.

- W buzi nie ma zakrętów.

- Są. Zęby stoją w rządku, ale czasem chowają się z tyłu.

Olek spojrzał podejrzliwie.

- A to?

- Ssawek. Pije wodę.

- Nie z mojej buzi.

- Może najpierw z kubeczka?

Pani Lila nalała trochę wody do zielonego kubeczka. Przyłożyła ssawek.

Siorb.

Woda zniknęła.

Olek prawie się uśmiechnął.

- On beka wodą?

- Raczej siorbie bez manier - powiedziała pani Lila.

Olek prychnął nosem.

- A to bzzzz?

Pani Lila podniosła małą szczoteczkę.

- To szczoteczka, która kręci się szybciej niż zwykła. Dzisiaj tylko na paznokciu, jeśli chcesz.

Olek schował ręce za plecami.

- Nie chcę.

- W porządku.

Zapadła cisza.

Olek patrzył na lusterko. Było najmniejsze ze wszystkich rzeczy.

- A to mogę potrzymać?

- Możesz.

Pani Lila podała mu lusterko rączką do przodu.

Olek obejrzał je z jednej strony, potem z drugiej.

- Ono jest zimne.

- Tak.

- I nic nie robi.

- Samo nic.

Olek przyłożył lusterko do policzka.

- Może być lusterko. Ale nie w buzi.

- Może być przy policzku - powiedziała pani Lila.

Ręka stop

Olek usiadł na fotelu. Najpierw na samym brzegu. Potem trochę dalej.

Mama stała obok. Nie mówiła, że to nic. Nie mówiła, że trzeba być dzielnym.

Pani Lila usiadła naprzeciwko.

- Ustalamy znak stop?

Olek popatrzył na nią uważnie.

- Jaki znak?

Pani Lila podniosła rękę.

- Kiedy podnosisz rękę, ja przestaję. Od razu. Nawet jeśli tylko poprawiasz skarpetkę, to też przestaję i pytam.

Olek uniósł rękę próbnie.

Pani Lila odsunęła się od razu.

- Działa - powiedział Olek.

- Działa.

Olek opuścił rękę. Potem podniósł znowu.

Pani Lila znowu się odsunęła.

- Działa drugi raz.

- Sprawdzam - powiedział Olek.

- Dobrze sprawdzać.

Olek wziął oddech. Krótki, szybki.

- A jak otworzę buzię tylko trochę?

- To zobaczę tylko trochę.

- A jak zamknę?

- To zamkniesz.

Olek spojrzał na mamę.

- Ty patrzysz?

- Patrzę.

- Ale nie mów: „otwórz szeroko”.

- Nie powiem.

Olek usiadł głębiej. Fotel cicho skrzypnął.

- Tylko lusterko - powiedział.

- Tylko lusterko - powtórzyła pani Lila.

Olek otworzył buzię na małą szparkę.

Pani Lila podniosła lusterko.

Olek od razu uniósł rękę.

Pani Lila odsunęła się.

- Stop - powiedziała spokojnie.

Olek zamknął buzię.

- Za szybko było.

- Dobrze. Spróbujemy wolniej?

Olek pokiwał głową.

Tym razem pani Lila przesunęła lusterko powoli. Zatrzymała je przed buzią.

Olek patrzył na nie zezując trochę.

- Ono wygląda jak mała łyżka dla mrówki.

Mama parsknęła cicho.

Olek otworzył buzię. Trochę szerzej.

Lusterko zajrzało do środka na jedną sekundę.

- Stop - powiedział Olek i podniósł rękę.

Pani Lila odsunęła lusterko.

- Zobaczyłam dwa zęby.

- Tylko dwa?

- Dwa przednie. Stoją jak brama.

Olek dotknął językiem zębów.

- Mogą być trzy.

Zęby jak brama

Za trzecim razem Olek otworzył buzię sam, zanim pani Lila zdążyła zapytać.

Pani Lila zajrzała lusterkiem.

- Jeden, dwa, trzy.

Olek podniósł rękę.

Pani Lila odsunęła się.

Olek zamknął buzię i przełknął ślinę.

- Jeszcze raz. Ale ja liczę w głowie.

- Dobrze.

Olek otworzył buzię.

Pani Lila zajrzała.

Olek liczył w głowie: jeden, dwa, trzy, cztery.

Potem podniósł rękę.

Pani Lila przestała.

- Cztery - powiedział Olek.

- Cztery sekundy - powiedziała mama.

- I ile zębów?

Pani Lila uśmiechnęła się lekko.

- Widziałam sześć. I kawałek siódmego, który udawał, że go nie ma.

Olek zachichotał.

- On się chował za zakrętem.

- Dokładnie.

Na koniec pani Lila dała Olkowi małe papierowe lusterko z naklejką zęba.

Olek obejrzał naklejkę.

- Ten ząb dalej się za bardzo cieszy.

- Może cieszy się, że zna znak stop - powiedziała mama.

Olek podniósł rękę.

Mama od razu zamilkła.

Pani Lila też.

Olek opuścił rękę i uśmiechnął się jednym kącikiem ust.

- Działa nawet po wyjściu z fotela.

W domu Olek stanął przed lustrem w łazience. Otworzył buzię i zajrzał do środka papierowym lusterkiem.

- Mamo! - zawołał. - Mam bramę, zakręt i jednego zęba, który udaje, że go nie ma.

Mama przyszła do drzwi.

- Mogę zobaczyć?

Olek zastanowił się chwilę. Potem podniósł rękę.

Mama stanęła w miejscu.

Olek opuścił rękę.

- Teraz możesz. Ale powoli. - Bo u mnie w buzi są zasady.

Pisk za drzwiami

Borys siedział na drewnianej ławce w poczekalni i wciskał paluszkiem gładki kasztanek głęboko w kieszeń kurtki. Pod paznokciem zrobiło mu się ciepło. Borsuczek miał na sobie kraciastą koszulę zapiętą pod szyją i bardzo cicho oddychał.

- Tata, słyszysz to? - szepnął.

Z gabinetu zza białych drzwi wychodził cienki, długi pisk. Najpierw ciszej, potem głośniej, potem znowu cichszy. Tata-borsuk siedział obok i czytał ogłoszenie przyklejone do ściany.

- Słyszę, Borysie. To zwykłe wiertełko. Pani-sowa zaraz nas zawoła.

Borys schował uszy w kapturze. Pisk nadal piszczał. Borysiowi zrobiły się ciężkie buty.

Łapki na uszach

Borys przycisnął obie łapki do uszu. Wcisnął tak mocno, że słyszał własny oddech - chuf, chuf, chuf. Ale pisk i tak się przebijał, jakby wpychał się między paluszki. Borys poczuł, że ramiona robią mu się ciężkie.

- Nie wejdę - powiedział do swoich kolan.

Tata-borsuk popatrzył. Nie powiedział nic od razu. Po chwili położył dłoń na ramieniu Borysia, ciepło i lekko.

- Spróbujesz jeszcze trochę posiedzieć?

Borys spojrzał na duży zegar nad drzwiami. Wskazówka prawie się nie ruszyła. Jeszcze trochę to było bardzo długie słowo.

Naklejka-słońce

Białe drzwi gabinetu otworzyły się. Wyszła z nich mała wiewiórka w żółtej bluzce. Na policzku miała przyklejoną naklejkę - słońce z buźką, takie samo jakie Borys dostawał czasem w przedszkolu. Za wiewiórką szła mama-wiewiórka.

Wiewiórka podeszła do ławki, na której siedział Borys, i usiadła obok. Przyjrzała się jego kieszeni - kasztanek odciskał kontur przez materiał.

- Co tam masz?

Borys wyjął kasztanka. Pokazał na otwartej łapce. Kasztanek był ciemny, gładki, z jasną plamką po jednej stronie.

- Kasztanek. Z parku.

- Ja jestem Lila. Też tu byłam pierwszy raz w zeszłym tygodniu. - Wiewiórka stuknęła kciukiem o palec wskazujący. - Słyszysz ten pisk?

Borys kiwnął głową. Lila uśmiechnęła się - z naklejki-słońca na jej policzku też uśmiechała się buźka.

Liczenie po palcach

Lila wyciągnęła swoją łapkę przed Borysia. Pokazała mu wolno:

- Kciuk dotyka wskazującego - raz. Kciuk dotyka średniego - dwa. Kciuk dotyka serdecznego - trzy. Kciuk dotyka małego - cztery. Potem od początku.

Borys spojrzał na własne paluszki. Spróbował. Kciuk uciekł mu na połowie palca, wsunął się pomiędzy dwa.

- Wolniej - powiedziała Lila. - Mama mówi, że to jak chodzenie wąską ścieżką. Idziesz wolno, nie potkniesz się. Zanim doliczysz do dwudziestu, już po wszystkim. Ja liczyłam.

Borys spróbował jeszcze raz. Tym razem szło lepiej. Lila stukała razem z nim, łapka obok łapki - cztery, osiem, dwanaście. Pisk za drzwiami zaczął się znowu. Borys patrzył na własną łapkę, nie na drzwi. Oddech zrobił mu się równiejszy.

- A drugą łapką? - zapytał.

- Drugą trzymasz, co najważniejsze - powiedziała Lila. - Ja trzymałam mojego pluszowego żołędzia.

Borys spojrzał na swój kasztanek. Włożył go z powrotem w pięść.

Białe drzwi otworzyły się.

- Borysie, zapraszam - powiedziała pani-sowa w niebieskim fartuchu. Miała wielkie okrągłe oczy i okulary na dziobie.

Borys spojrzał na Lilę. Lila pokiwała głową. Wyjęła z kieszeni swój własny kasztanek - taki sam ciemny, jeszcze mniejszy.

- Trzymam kciuki - szepnęła. - Wszystkie cztery.

Dwadzieścia

W gabinecie Borys usiadł w wielkim, miękkim fotelu, który powolutku zjeżdżał do tyłu. Pani-sowa zapaliła lampkę nad nim. Lampka miała ciepłe światło, nie raziła.

- Otwórz ząbki, Borysie, tylko popatrzę.

Borys w jednej łapce mocno ścisnął kasztanka. Drugą łapką zaczął stukać.

Kciuk we wskazujący - raz. Kciuk w średni - dwa. Kciuk w serdeczny - trzy.

Pisk wiertełka zaczął się przy szóstym stuknięciu. Borys nie podniósł oczu znad łapki. Cztery, pięć, sześć. Pisk piszczał, ale stuknięcia szły swoim tempem. Siedem, osiem, dziewięć. Borys pomyślał o Lili na ławce.

Doszedł do osiemnastu, kiedy pani-sowa odsunęła wiertełko.

- I już, Borysie - powiedziała. - Ząbki masz mocne jak kamyki. Następnym razem dostaniesz naklejkę.

Borys usiadł prosto. W łapce trzymał kasztanka - ciepłego od jego dłoni. Drugą łapką pokazał pani-sowie dwa palce.

- Osiemnaście - powiedział. - Dwa zostały.

Pani-sowa zamrugała wielkimi oczami.

- To bardzo dobry licznik.

W poczekalni Lila siedziała na ławce z mamą-wiewiórką. Borys podszedł do niej i pokazał kasztanka.

- Doszedłem do osiemnastu.

- Zachowaj dwa na następny raz - powiedziała Lila. Stuknęła palcem o palec. - Ja swoje też mam.

Tata-borsuk pomógł Borysiowi włożyć kurtkę. Borys wciąż trzymał kasztanka w pięści. Wychodząc, jeszcze raz spojrzał na Lilę i pokazał jej dwa palce. Lila pokazała mu dwa swoje.

Na schodach przed przychodnią tata zapytał:

- Co to było z tymi dwoma?

Borys uśmiechnął się. Kasztanek leżał w kieszeni - ciepły, gładki, znajomy. Jego dwa zostały, ale Borys już wiedział, gdzie one są.

🔒 Najpierw ukończ poprzedni krok
4
Krok 4 🔒 Zablokowany ▶ Do wysłuchania ✓ Wysłuchane
Nagranie - Marcin Drzazga
0:00 / 0:00
🔒 Najpierw ukończ poprzedni krok
5
Krok 5 🔒 Zablokowany ▶ Do wysłuchania ✓ Wysłuchane
Nagranie - Marcin Drzazga
0:00 / 0:00
✓ To był ostatni krok. Powodzenia - jesteście gotowi.
🔒 Najpierw ukończ poprzedni krok
Dobrze wiedzieć

Zasada przewodnia

Na czym to się opiera

🗺️
PrzewidywalnośćDziecko, które z grubsza wie, co się wydarzy, mniej się boi.
Poczucie wpływuWłasny znak „stop” albo słowo „chwila” daje dziecku kontrolę nad sytuacją.
🌬️
Jeden prosty sposóbOddech, liczenie, przedmiot do trzymania - jedna umiejętność zamiast wielu rad naraz.
🫶
Twój spokójDziecko „pożycza” spokój od rodzica - dlatego pakiet wspiera również Ciebie.

💬Co mówić, czego nie mówić

Raczej nie tak:„Igiełka wcale nie boli” · „Nie ma się czego bać” · „Musisz być dzielny”.
Warto mówić do Dziecka tak:„To może być nieprzyjemne i szybkie. Jestem obok, a ty masz jeden sposób, którego spróbujesz”.

Dobra bajka nie kończy się morałem „nie ma się czego bać”. Pomaga dziecku pomyśleć: wiem, co mniej więcej będzie, mogę się bać, rodzic jest obok, mam swój sposób.

♥ 
Ważne: pakiet to narzędzie rozmowy i przygotowania - nie zastępuje porady lekarza ani psychologa i nie jest formą leczenia. Jeśli lęk dziecka jest silny albo utrzymuje się długo, warto porozmawiać ze specjalistą.
Wkrótce

Kolejne pakiety w drodze

Bajki do nich są już gotowe - pracujemy nad pełnymi pakietami. Pakiet „Wizyta u lekarza” też będzie się rozrastał (docelowo min. 6 bajek).